Jak bronić lasu w mieście? - przykłady: Bielsko-Biała


1 czerwca 2010 r. w Galerii "Aksamit" w Bielsku-Białej odbędzie się konferencja prasowa dotycząca przekształceń Cygańskiego Lasu. Celem konferencji jest przedstawienie wniosków i opisanie mechanizmów, które sprzyjają niszczeniu krajobrazu kulturowego tego terenu.

Organizatorzy w informacji prasowej piszą: "Nie możemy już dłużej czekać, bo działalność deweloperów nasila się. Ma to związek z końcem procedur mających na celu uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego. To dla inwestorów ostatni moment na bezkarną działalność. I dlatego rzutem na taśmę starają się jak najwięcej zbudować nie licząc się z protestem mieszkańców. Poza tym udało się wykryć wiele nieprawidłowości i odkryć mechanizm działania urzędników.

Nie tylko mieszkańcy dzielnicy, ale również mieszkańcy naszego Miasta korzystający z jej uroków nie kryją zdziwienia i oburzenia widząc powstające w centrum dzielnicy bloki mieszkalne.

Ich zdaniem, w całej historii Cygańskiego Lasu nigdy nie miało miejsca tak intensywne niszczenie jej zabytkowego charakteru jak w ostatnich kilku latach, wręcz odwrotnie, do roku 2003, dzięki obowiązującemu planowi zagospodarowania, dzielnica objęta była konserwatorską ochroną krajobrazu. Jak wyraziła się jedna z mieszkanek "nawet komuna chroniła Cygański Las przed zniszczeniem".

Po tym, jak w roku 2003 utraciły moc plany zagospodarowania przestrzennego, do czasu uchwalenia nowych planów, obowiązuje ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym i przepisy wykonawcze określające sposób ustalania wymagań dla nowej zabudowy.

Ustawa zobowiązuje jednostki samorządów terytorialnych do tego, aby w planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym uwzględniały zwłaszcza wymagania ładu architektonicznego, walory architektoniczne i krajobrazowe, wymagania ochrony dziedzictwa kulturowego oraz potrzeby interesu publicznego.

Jeżeli w ocenie terenowych organów architektonicznych planowana inwestycja odpowiada wymogom ustawy - przepisy wykonawcze określają w jaki sposób należy ustalić podstawowe parametry tej inwestycji.

Niby wszystko jasne i proste, ale życie, a zwłaszcza liczne przykłady z terenu dzielnicy pokazują, jak można wykorzystać te przepisy do wspomożenia nasilającej się ekspansji deweloperów.

Po tym, jak przestały obowiązywać plany zagospodarowania urzędnicy początkowo nie wyrażali zgody na budowę obiektów wielorodzinnych i szanowali wolę mieszkańców, którzy sprzeciwiali się takim projektom (np. tak stało się z planem budowy domu dla kilku rodzin przy ul. Bystrzańskiej, na tyłach stadionu - gdzie istotną przesłanką odmowy był brak zgody sąsiadów, czy zrezygnowanie z budowy 6. bloków na rzecz dwóch przy ul. Jaworowej).

W kolejnych latach Urząd Miasta w Bielsku-Białej zaczął wydawać pojedyncze decyzje dla budowy niedużych domów wielorodzinnych w miejscach mniej eksponowanych. W przypadku protestów decyzje te często były modyfikowane tak, aby pogodzić interes mieszkańców z interesem dewelopera.

W miarę upływu lat, analizując kolejne przykłady, widać wyraźnie jak urzędnicy odpowiedzialni za wydawanie decyzji urbanistycznych uczą się jak wykorzystywać obowiązujące przepisy w interesie deweloperów i przy całkowitym lekceważeniu interesów mieszkańców, a przede wszystkim z całkowitym pominięciem zasad generalnych określonych w w/w ustawie.

Ten pełzający proces początkowo umknął uwadze społeczności lokalnej, nie został też zauważony przez gości dzielnicy do momentu wyburzenia znajdującej się w centrum dzielnicy zabytkowej willi Hauptiga.

Jednym ze skutków tego barbarzyństwa było powstanie przy Stowarzyszeniu Olszówka Komitetu Ochrony Cygańskiego Lasu, który zintegrował społeczność wokół idei ochrony dzielnicy przed dalszym jej niszczeniem, a konsekwencją działań m.in. Komitetu było przystąpienie do opracowania przez władze miasta projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Innym, mniej widocznym, ale ważnym skutkiem integrowania się społeczności lokalnej jest trwająca wymiana informacji i doświadczeń co pozwoliło poznać metody działania urzędników, które doprowadziły do stanu z jakim mamy obecnie do czynienia.

Sposobów sprzyjania interesom deweloperów jest wiele i doświadczony urzędnik potrafi je stosować.

Przede wszystkim nie należy sobie zawracać głowy jakimś ładem architektonicznym, interesem mieszkańców, ochroną wartości kulturowych czy innymi bzdurami, bo tego nikt nie zmierzy. Deweloper kupił działkę, chce na niej zarobić i trzeba mu to ułatwić.

Skoro "ducha" przepisów mamy "z głowy" - pozostaje matematyka - czyli parametry, które trzeba dla nowej inwestycji określić - wysokość budynków, powierzchnia zabudowy, odległości od granicy itp.

Tutaj, wbrew pozorom można sobie pozwolić na wiele - wystarczy właściwie dobrać dane, popełnić kilka błędów - każdy drobny, ale wszystkie "w jedną stronę", przymknąć oko na zasady arytmetyki i wszystko pozornie się zgadza. A sąsiadom, którzy odwołują się od decyzji należy powiedzieć, że ich zarzuty są bezzasadne bo urząd sprawdził i wszystko jest w najlepszym porządku.

Najprościej jest wtedy, gdy działka nie ma sąsiadów, którzy mogą protestować lub ma sąsiadów, ale są to osoby, które nie potrafią sobie z machiną biurokratyczną poradzić lub z innych względów nie odwołują się od decyzji. Wtedy można wszystko - np. zabudować niemal całą działkę w terenie, gdzie istniejące budynki zajmują średnio ca' 25-30 % powierzchni działek nie zostawiając miejsca na parkingi (a dotyczy to centrum dzielnicy) co ewidentnie sprzeczne jest z przepisami ( patrz: budynek na rogu ul. Olszówka i Rzeczna oraz budynek Zasady przy ul. Olszówka 12)

Gorzej jest, gdy trafi się ktoś kto potrafi się odwołać, a nawet złożyć skargę do sądu, ale i na to są metody. Można, posługując się bzdurnym pretekstem pozbawić takiego uciążliwego obywatela praw strony, a jak wynika z doświadczeń p. Lipeckich uzyskanie tych praw dzięki wyrokowi sądowemu trwa bardzo długo - w tym przypadku półtora roku.

Można też odrzucać odwołania i liczyć na to, że zanim sprawa znajdzie swój epilog w sądzie i wyrok się uprawomocni inwestycja zostanie ukończona, a lokatorzy wprowadzeni, tak jak stało się z budynkami przy ul. Olszówka 50.

Na to liczyli mieszkańcy po uzyskaniu informacji, że plan taki jest opracowywany. Faktycznie tempo prac nie budziło zastrzeżeń, większość jego ustaleń jest zadawalająca (poza pojedynczymi), ale jednocześnie pojawiły się poważne zagrożenia. Obawiając się, że uchwalenie planu skutecznie zablokuje dalszą ekspansję (a o tym, że należy jej oczekiwać świadczą uwagi zgłoszone do planu) firmy deweloperskie w ogromnym tempie starają się uzyskać wymagane decyzje i realizować swoje zamierzenia uzyskując (o czym świadczą daty kolejnych decyzji) pełne wsparcie urzędników.

Dzieje się tak pomimo protestów i wniosków Stowarzyszenia o wstrzymanie wydawania decyzji dotyczących inwestycji niezgodnych z założeniami i projektem planu do czasu jego uchwalenia (wnioski te poparło kilkuset mieszkańców miasta) i pomimo zgłaszania przez właścicieli sąsiednich posesji poważnych zarzutów pod adresem wydanych już decyzji.

W oficjalnych wypowiedziach władz miasta sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Władza docenia walory Lasu Cygańskiego i nawet zastanawia się na temat utworzenia na jego terenie Parku Kulturowego, co pozwoli na objęcie ochroną prawną nie tylko zabytkowych willi, ale zieleni parkowej i leśnej, słowem całej przestrzeni. Wszystko to brzmi pięknie, ale ma się nijak do horroru - bo tylko tak można nazwać to co dzieje się w centrum dzielnicy, nie używając słów powszechnie uznanych za niecenzuralne.

Na terenie, gdzie do niedawna stała willa Hauptiga powstaje osiedle mieszkaniowe. Nie jest to bynajmniej dom dla kilku czy kilkunastu rodzin, ale sześć budynków, w których będą 63 mieszkania. Oznacza to podwojenie ilości mieszkańców i kilkukrotne zwiększenie ilości samochodów w stosunku do poziomu aktualnego.

Przy wydawaniu decyzji dotyczących tej inwestycji urzędnicy wykorzystali wszystkie możliwe metody, aby sprostać potrzebom inwestora, a więc pozbawienie praw strony, błędne dane do wyliczenia parametrów, błędne metody liczenia i kruczki prawne. Wszyscy właściciele sąsiednich nieruchomości zaskarżyli decyzję ustalającą warunki zabudowy i czekają na wyrok sądu . Tempo, w jakim zostało wydane pozwolenie na budowę i tempo prac budowlanych świadczą o tym, że trwa wyścig kto będzie pierwszy- sąd czy deweloper.

W przypadku uchylenia przez sąd decyzji, które spowodowały tak znaczne szkody padną niewątpliwie pytania:
- kto poniesie odpowiedzialność za dopuszczenie do takiej sytuacji ?
- kto szkody te naprawi, o ile w ogóle jest to możliwe?

Rozmiary i charakter tej inwestycji i to, że w oczywisty sposób niszczy bezpowrotnie ład dzielnicy, nie są jedyną rzeczą bulwersującą nie tyko społeczność lokalną.

Sprawą równie ważną jest barbarzyńskie wycięcie porastających działkę cennych drzew i krzewów. Inwestor dostał pozwolenie na wycięcie 21 drzew oraz "prezent" w postaci odroczenia opłaty a następnie, jeśli zastąpi je innymi drzewami - umorzenia tej opłaty. Fakt, że bez zezwolenia usunięto dodatkowo ponad 40 drzew nie spotkał się z żadną reakcją służb odpowiedzialnych za ochronę środowiska, którym ten fakt zgłaszano kilkakrotnie, nie mówiąc już o nałożeniu kar jakie prawo za taki czyn przewiduje. Przy tej ilości wyciętych bez pozwolenia drzew są to kwoty rzędu kilku milionów złotych. "