Powyborczy krajobraz śmieci - nie-przykład: Katowice

Krajobraz po bójce
Zbliża się druga tura wyborów samorządowych i dobrze, że pada śnieg. Nie widać tak wyraźnie, jak wielkim zmartwieniem dla kandydatów na prezydentów, burmistrzów i radnych jest estetyka przestrzeni publicznej.

Zamieszczony obok kolaż to wynik dwóch spacerów wzdłuż ulicy, na której mieszkam na odcinku kilometra. Zdjęcia są zrobione po pierwszej turze wyborów.

Przed wyborami ulica wyglądała jeszcze gorzej. Pewnego dnia sztab jednej z kandydatek postanowił rozwiesić plakaty na słupkach, odgradzających chodnik od jezdni, ale przy tym zaoszczędzić na dykcie. Plakaty przyklejono tyłami do siebie - bez żadnego wzmocnienia - i całość spłynęła na chodniki po pierwszym deszczu.

Rozwiązanie
Skrajny przykład, ale lepszy
Zastanawiam się czemu miasto nie może zainwestować np. w mocowania banerów do lamp ulicznych?

Rytuał "dykty i śmiecia" powtarza się przy każdych wyborach, a koszt mocowania i sprzątania makulatury jest z pewnością niemały, choć nie ponoszony z kasy magistratu. Urząd miasta zyskałby jednak nowy sposób na komunikację z mieszkańcami (np. promocje miejskich imprez) lub mógłby bezpłatnie udostępniać te miejsca organizacją pozarządowym, aby informowały o swoich wydarzeniach. Przy wyborach zaś każdy sztab otrzymywałby wyznaczone miejsca na prezentację podobizn swoich kandydatów, drukowane na bannerach.

Przykład z Polski
Proste rozwiązanie, które jest chyba korzystne dla wszystkich. Banery uliczne są dostępne w Polsce od dawna. Montaż ich jest bardzo prosty. Wystarczy jeden przetarg i podpisanie umowy.

Komentujcie proszę czy podoba Wam się taki pomysł na zmianę estetyki miasta. Piszcie też na info@NaszaPrzestrzen.pl, jeśli wiecie czy da się wprowadzić dla sztabów wyborczych ograniczenia co do formatu nośników, jakie mogą zamieszczać na ulicach w trakcie kampanii?