Wydarzenia: Przygoda na Mariackiej

Uczestnicy spotkania
11 maja 2011 r. w katowickim teatrze Korez odbyło się spotkanie "Porozmawiajmy o Mariackiej". Jego celem była dyskusja o przyszłości ul. Mariackiej - niedawno zmodernizowanej i zamkniętej dla ruchu samochodowego ulicy Katowic, która ma stać się reprezentacyjnym deptakiem. Obecnie zaś jest miejscem weekendowych imprez i spotkań młodzieży. Organizatorem spotkania było Stowarzyszenie Bona Fides.

Projekt przebudowy ul. Mariackiej jest częścią wieloletniego planu przemiany śródmieścia Katowic. Ulica ta wraz z sąsiednimi ma stać się kwartałem rozrywki, sąsiadującym m.in. z kwartałem edukacyjnym, gdzie położony jest Uniwersytet Śląski i Uniwersytet Ekonomiczny. Zmiany te wiążą się z koniecznością dokonania głębokich przemian w tkance społecznej miasta.

W spotkaniu udział wzięli mieszkańcy ul. Mariackiej oraz Dominik Tokarski (Stowarzyszenie Moje Miasto, restaurator), dr Krzysztof Bierwiaczonek (socjolog miasta, Uniwersytet Śląski), Marcin Krupa (Wiceprezydent Miasta Katowice) i Michał Buszek (Doradca Prezydenta ds. Architektury i Urbanistyki – Architekt Miasta).

Dyskusję rozpoczęły pretensje wieloletnich mieszkańców ulicy, którzy od połowy kwietnia do października nie mogą spać w weekendy ze względu na poziom hałasu. Ostatni rok to dla nich koszmar. Do sierpnia 2011 r. na Mariackiej ma działać siedemnaście barów i klubów. Dodatkowo kilka razy w miesiącu są organizowane na otwartej scenie koncerty.

Zwijanie Mariackiej?
Prezydent Marcin Krupa nie miał przygotowanej recepty na powstałe problemy. Sugerował on mieszkańcom, że muszą zastanowić się nad wizją tej ulicy. Miasto i restauratorzy chcą ją rozwijać, a oni zwijać. Stanowiska te wydają się nie do pogodzenia.

Problemy skupiły się na Dominiku Tokarskim i prowadzonym przez niego KatoBarze. Wśród publiczności byli bowiem sąsiedzi lokalu. - Mam nadzieję, że do końca czerwca skończę spór z moimi sąsiadami. - mówił restaurator. Zamierza on wyciszyć strop w części lokalu, gdzie odbywają się raz w miesiącu koncerty. Jego zdaniem wypracowanie zgody na Mariackiej jest możliwe tylko wymaga chęci obu stron.

Zarządca i demokracja
Prezydent Krupa, jak i doradca ds. architektury Michał Buszek wyrazili zainteresowanie ideą powołania zarządcy ul. Mariackiej (przeczytaj post o zintegrowanym zarządzaniu śródmieściem). Podkreślili oni jednak, że propozycja ta wymaga dokładnego opracowania na gruncie obowiązujących przepisów.

Ten ostatni namawiał także mieszkańców, aby korzystali z demokracji i praw, które posiadają i wymuszali pewne decyzje na magistracie czy właściwych służbach. Dotyczyło to zwłaszcza projektu budowy szaletów miejskich w dwóch budynkach o łącznej powierzchni blisko 400 m2. Ma to rozwiązać problem zasikanych bram i podwórek.

KOMENTARZ
Zmiana funkcji przestrzeni publicznej jest procesem długotrwałym - powtarzał w trakcie spotkania wielokrotnie Michał Buszek - architekt miejski. Trudno się z nim nie zgodzić. Warto jednak dodać - za ekspertami Project for Public Spaces - procesem, który nigdy się nie kończy. Przystępując do niego pewne rzeczy są jednak wiadome, np. będzie bardzo głośno w każdym mieszkaniu przy tej i sąsiednich ulicach i będziemy mieli problem z szaletami, jeśli planujemy imprezy na ulicy dla paru tysięcy osób. Nie wystarczy też je zbudować, ale trzeba stworzyć dobry system komunikacji wizualnej, aby każdy mógł je odnaleźć - w nocy i pewnej dawce alkoholu. Można więc pewne rzeczy od razu zaplanować.


Dodatkowo każdą tak poważną inwestycję powinny poprzedzać prawdziwe konsultacje społeczne, czyli nie takie ograniczające się do ogłoszenia w Biuletynie Informacji Publicznej. Urzędnicy powinni odwiedzić każdego lokatora przy Mariackiej i poinformować go o zmianach oraz związanych z tym zagrożeniach. Tak robi się np. w Brukseli. Zabiera to czas, ale daje gwarancje kompromisu po zakończeniu inwestycji.


Mnie przerażeniem napawa konfrontacyjna postawa obu stron. Prezydent Krupa, jak mantrę powtarzał zdanie "mamy zwijać czy rozwijać Mariacką" w odpowiedzi na zarzuty mieszkańców. Tak jakby nie dostrzegał, że możliwy - a nawet konieczny - jest rozwój ulicy z obecnymi jej mieszkańcami. Jane Jacobs zwracała uwagę, że ulica może być atrakcyjna tylko jeśli jest różnorodna - pełni wiele funkcji. Już dziś widać na Mariackiej symptomy monokultury. Pomysł aby wysiedlić mieszkańców i w ich miejsce wprowadzić kancelarie adwokackie nie jest rozwiązaniem. Ulica dalej będzie monokulturą i w tygodniu oraz przed południem nie będzie się na niej nic działo.


Małym kamyczkiem do historii ulicy Mariackiej (i sąsiednich) jest sprawa "designerskich" ławek, na których nie można wygodnie siedzieć. Michał Buszek skomentował to prostym rozwiązaniem: Jak komuś nie wygodnie to niech siądzie gdzieś indziej. Tylko, że na tej ulicy nie ma zbyt wielu takich "innych" miejsc. William Whyte powtarzał zawsze, że strasznie ciężko jest stworzyć złą przestrzeń publiczną, czyli niedostosowaną dla ludzi i zaskakujące jest jak często się to udaje. Przygoda na Mariackiej miejmy nadzieję, że się tak nie skończy.