Konkursy: Najlepsze śląskie miejsca 2011

Czeladzkie typy
Od 1 sierpnia 2011 r. będzie można głosować w konkursie na "Najlepszą Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego". Edycje 2009 i 2010 mogły budzić mieszane odczucia (przeczytaj teksty o konkursach) ze względu na sporą liczbę zgłoszeń, które ciężko było uznać za przestrzeń publiczną. W tym roku mamy 55 zgłoszeń i w wielu z nich prezentowane są realizacje o przyzwoitej jakości.

Przestrzeń nie-przestrzeń
Warunki konkursu są tak sformułowane, że na liście mogą znaleźć się obiekty nie do końca budujące przestrzeń publiczną. Dopuszczalne są bowiem rynki miejskie, place, skwery i deptaki, parki i tereny rekreacyjne, obiekty usług kultury, edukacji, zdrowia, sportu, handlu, gastronomii i turystyki. Szczególnie ta ostatnia grupa jest mocno kontrowersyjna.

Internauci będą mogli głosować do końca sierpnia, przyznając punkty trzem wybranym inwestycjom. Obiekt, który zbierze najwięcej głosów otrzyma Nagrodą Internautów.

Przestrzeń dla przestrzeni
Przeglądając wszystkie zgłoszenie mam wrażenie, że projektanci ciągle zbyt mało wykorzystują z dobrej praktyki Project for Public Spaces i Jana Gehla. Tworzone na Śląsku miejsca ciągle w większości straszą.

Przestrzenie publiczne są synonimami wielkich i pustych placów, gdzie nie ma nawet widocznych ławek (np. rynek w Ślemieniu, pl. Sobieskiego w Bytomiu, rynek w Kłobucku, plac przy ul. Kużaja w Kłobucku). Nie chodzi mi tu o całkowity brak ławek, ale o brak miejsc do siedzenia, które przyciągałyby ludzi.

Człowiek siadając na ławce nie chce stać się aktorem na czterdziestometrowej scenie. Christopher Alexander w swoim monumentalnym dziele "Język wzorców" określa dokładnie jak duży powinien być plac, aby nie robił wrażenie opustoszałego. We wzorze "Publiczne placyki" przywołuje badania, w których jasno stwierdza, że nie powinny być one szersze niż 14-18 metrów. Plac o średnicy 30 metrów będzie sprawiał wrażenie opustoszałego nawet, gdy będą na nim 32 osoby!

Miejsce dla ludzi?
Problem braku miejsc do siedzenia w większym gronie jest widoczny np. w dwóch realizacjach, które powstały na istniejących terenach zielonych. Park w Strumieniu to bardzo dobry przykład zintegrowania przestrzeni z jej funkcją (np. turnieje szachowe burmistrza, zawody ping-pongowe). Ławki jednak zostały rozmieszczone tak, że grupa ośmiu osób nie może siąść i porozmawiać ze sobą. Na rozrzuconych ławkach można siąść i podziwiać otoczenie, a to nie powinno być jedyną opcją.

Park w Dolnie Ślepiotki w Katowicach to przykład rewitalizacji terenów zielonych. Ciekawym pomysłem jest amfiteatr, choć brakuje informacji jak ma być wykorzystywany. W opisie projektu jest mowa o żywej altanie i miejscach piknikowych. Niestety na żadnym zdjęciu, nawet panoramie, nie można zauważyć, że takowe istnieją. Jest to z pewnością spora wada tego zgłoszenia. Internauci raczej głosują na fotografie niż opisy, często zresztą pisane bardzo fachowym językiem.

Sport nie dla cienia-sów
We wcześniejszych konkursach nie zauważyłem, aby pojawiły się "siłownie na wolnym powietrzu". Tym razem mamy dwie w Żorach i Czechowicach-Dziedzicach (połączona z placem zabaw). Mamy też kilka terenów rekreacyjnych z boiskami (np. Wieprz, Rydułtowy).

We wszystkich tych miejscach brakuje cienia. Na wizualizacji z Wieprza widać drzewa, ale w rzeczywistości to tylko sadzonki o wysokości trochę ponad dwa metry. Przestrzeń znowu tworzy wrażenie nieprzyjaznej estrady, gdzie wszyscy wszystko widzą. Przy "siłowniach" jest to szczególnie ważne, bo korzystanie z urządzeń latem w południe na pewno należy do przeżyć ekstremalnych (być może akurat nie w tym roku, ze względu na chłody).

Moje czeladzkie typy
Moim zdaniem najciekawsze wydają się dwie realizacje z Czeladzi: skwer z fontanną na skrzyżowaniu ulic 1 Maja i Bytomskiej oraz aleja spacerowa Zapłocie. Ta pierwsza to mała fontanna u zbiegu ulic z kilkoma miejscami do siedzenia. Brakuje tu z pewnością bardziej komfortowych miejsc dla osób starszych i cienia (choć drzewa już rosną). Mamy jednak miejsce, które już z kilkoma gośćmi siedzącymi i stojącymi będzie wyglądało na uczęszczane. Jej koszt to 0,6 mln. zł.

Aleja Rodów Czeladzkich, bo tak też jest nazywana, ma jasno określonych odbiorców. To okoliczni mieszkańcy, w tym pensjonariusze domu opiekuńczego. Pełni więc ona rolę rekreacyjno-wypoczynkową. Jej szerokość to tylko sześć metrów plus ścieżka rowerowa. Mamy tutaj sporo elementów małej architektury, np. ławki, murki, kosze, kwietniki, siedziska i stoliki do gry w szachy.

Co niezwykle ważne ławki ustawione zostały na przeciwko siebie, choć w maksymalnej odległości. Co więcej tył ławki został zabezpieczony murkiem (przeczytaj artykuł o klęsce warszawskich ławek). Miejsca są zróżnicowane i część już znajduje się w cieniu. Oświetlenie ułożone jest w osi chodnika, co także tworzy bardziej kameralną atmosferę.

Zachęcam do głosowania od 1 sierpnia na stronie urzędu marszałkowskiego.