Lektury: Nowoczesność po 34 latach

A. D. 1977
Skończyłem lekturę książki Janusza Matyjaczkiewicza i Donata Putkowskiego pt. "Zarys planowania przestrzennego". Została ona wydana w roku moich urodzin, czyli w 1977 r. Pozwala dosyć dobrze zrozumieć dlaczego nasze miasta wyglądają dziś tak jak wyglądają.

Planowanie przestrzenne, zdaniem autorów to "zorganizowana działalność zmierzająca do planowego zagospodarowania przestrzeni z uwzględnieniem potrzeb człowieka". Definicja ta zakłada, że możemy poznać dokładnie potrzeby ludzi i że nie będą się onE znacząco zmieniać w czasie. Prowadzi więc nas w objęcia funkcjonalizmu - nurtu jedynie słusznego w całej książce.


Nowy styl świaatowy
Niezwykłe i niezrozumiałe dla mnie jest w jaki sposób idee Le Corbusiera (w książce to nazwisko nie pada ani raz) zostały zaakceptowane przez kapitalizm i komunizm. Podział miast na strefy mieszkalne, wypoczynkowe i miejsca pracy jest widoczny zarówno na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, jak i w Korei Północnej.
Taki model miasta współczesnego ma na celu wprowadzenie ładu przestrzennego w organizm miejski bez naruszania zasady jego wielofunkcyjności. Na tym polega m.in. jego postępowa rola w stosunku do miasta XIX-wiecznego. (s. 25)
Dzisiejszy obraz nie przebudowanego śródmieścia to ciasna zwarta ograniczona ulicami, nieprzewietrzane podwórza, hałas, spaliny, brak zieleni, usługi takie jak szkoły i przedszkola bez terenów zieleni, brak miejsc na wypoczynek oraz wyziewy i hałas zakładów przemysłowych i uciążliwego rzemiosła. (s. 151)
Postępowa jest także metoda budowy nowych miast, gdyż "budowanie fabryk domów [czytaj z wielkiej płyty] umożliwia całkowite uniezależnienie budownictwa od pór roku i warunków atmosferycznych, a także zapobiega dużej płynności kadr w budownictwie".

Dwa kierunki
W niektórych miejscach książki pojawiają się, jakby sygnały, że w całym modelu coś nie do końca działa. Intensywność zabudowy opłaca się bowiem tylko do ośmiu kondygnacji, a od dwunastu zaczyna być nieopłacalna. Spowodowane jest to m.in. normami, które zakładały, że minimalna odległość między budynkami musi wynosić przynajmniej dwukrotność ich wysokości.

Część podstaw teoretycznych dla budowy osiedli z wielkiej płyty jest bardzo podobna do tych formułowanych przez nurt nowej urbanistyki. Około półkilometrowe sąsiedztwo, miejsca wypoczynku i handlu w odległości kilkuminutowego spaceru. Ciekawe, że te same podstawy prowadzą do tak różnych rozwiązań.