Czy zieleń w miastach jest potrzebna?

Po ile chodzą drzewa?
Poniższy artykuł jest wpisem gościnnym przygotowanym przez Patrycję Romaniuk z krakowskiej Fundacji Sendzimira. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Sporadycznie wybuchają konflikty na tle wycinki drzew w miastach, czy przekształcania atrakcyjnych inwestycyjnie terenów zieleni pod biurowce lub budynki mieszkalne. W lecie tego roku mieszkańcy Łodzi, oburzeni wycinką drzew na jednym z ostatnich zielonych fragmentów ulicy Piotrkowskiej, zaskarżyli decyzję urzędu miasta w tej sprawie. Choć sąd wydał zakaz wycinania drzew, prace budowlane trwają. Równie wielkie kontrowersje wzbudzają plany władz Warszawy w kwestii przeznaczenia Portu Czerniakowskiego w centrum miasta na teren pod biurowiec.


Drzewo ≠ drewno
Najczęściej takie decyzje są uzasadniane argumentami ekonomicznymi - odpadają koszty utrzymania zieleni, inwestorzy płacą spore pieniądze. Ale przy podejmowaniu tego rodzaju decyzji, zazwyczaj pomija się fakt, że przyroda również ma policzalną wartość, którą można uzasadnić publiczne wydatki na jej utrzymanie.

Dr Marek Giergiczny z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej na Uniwersytecie Warszawskim dokonał wyceny korzyści rekreacyjnych, jakich społeczeństwu dostarcza Tatrzański Park Narodowy. Jak podaje w artykule "Ile jest warte Morskie Oko?": "Stosując analizę ekonometryczną można oszacować funkcję popytu na rekreację w Tatrach i stwierdzić, że Tatry dostarczają społeczeństwu strumienia korzyści rekreacyjnych o wartości 144 mln zł rocznie (w cenach z 2001)."

Ujmując sprawę prościej - mniej drzew w mieście oznacza mniej korzyści w postaci możliwości rekreacji (wystarczy zajrzeć do parków miejskich w ładne, słoneczne niedziele - znajdziemy tam mnóstwo ludzi), czystszego powietrza, retencji wody i poprawy mikroklimatu, nakładów na oczyszczanie ścieków, poprawy samopoczucia i efektywności pracy, ochrony przed hałasem itd.

Z kolei ochrona powietrza, wody i gleb, a w konsekwencji zdrowia mieszkańców miast wymaga zwiększonego wysiłku i nakładów finansowych. Nie trzeba dokonywać skomplikowanych obliczeń, aby uświadomić sobie, że wraz z redukowaniem ilości i jakości zieleni w miastach dosłownie podcinamy gałąź, na której siedzimy.

Policzmy?
Problem polega na tym, że bardzo niewiele ośrodków badawczych czy organizacji w Polsce podejmuje próby oszacowania wartości usług ekosystemów, zwłaszcza biorąc pod uwagę specyfikę miejską - a przecież takie badania byłyby bezcenną pomocą dla decydentów w ustalaniu polityki zarządzania przestrzenią miejską.

Badania takie stara się promować w Polsce Fundacja Sendzimira, która w lipcu tego roku przy wsparciu uczestników Akademii Letniej Wyzwania Zrównoważonego Rozwoju przeprowadziła szereg wywiadów z mieszkańcami Łodzi na temat postrzeganej przez nich wartości drzew w ich mieście.

Łódzkie przykładem
Przeprowadzone wywiady mają być zalążkiem badań na ten temat, ale już teraz można na ich podstawie powiedzieć, że to bardzo istotna kwestia dla mieszkańców i warto, aby łódzcy decydenci zwrócili na nią baczna uwagę. Już teraz w Łodzi sporo się dzieje w kwestii poprawy stanu zieleni i dostępu do niej - rozwijana jest koncepcja tzw. Blue-Green Network, której celem jest stworzenie sieci parków miejskich (miejsca rozrywki, gdzie mieszkańcy mogą odpocząć). Kluczowymi elementami sieci są rzeki i ich
doliny, które muszą być oczyszczone i zrewitalizowane.

W mieście funkcjonuje również Zielony Krąg Tradycji i Kultury, realizowany przez Urząd Miasta - tereny wokół centrum Łodzi, obejmujące 16 parków, ogrodów, a także miejsca o dużym znaczeniu kulturowym i historycznym, takie jak: cmentarze, budynki starych fabryk itp. Wciąż jednak palącym problem jest kwestia braku zieleni w śródmieściu oraz brak spójnej, całościowej wizji zarządzania zielenią w mieście tak, aby przynosiła ona korzyści, w tym również ekonomiczne - to wciąż wyzwanie na przyszłość.