Gość: Był sobie plac.

Plac zimowy?
Artykuł autorstwa Aleksandra Krajewskiego, ukazuje się w dziale "Gość". Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Jeszcze sto lat temu, Thiele-Winckler Platz był zielonym miejskim skwerem pomiędzy rzeką a reprezentacyjnym bulwarem miasta – August Schneider Strasse. Stały przy nim dwa gmachy: budynek szkoły i Wielka Synagoga. Reprezentacyjne budowle, ogrody, bulwar i plac nad rzeką – to musiało być jedno z najbardziej urokliwych miejsc w mieście.

Dziś nie ma rzeki. Nie ma też bulwaru. Nie ma placu, synagogi, ogrodów ani hali targowej. Coś jednak jest. Wielki wstyd.


Plac
Historia Placu Synagogi to historia Katowic w pigułce. By zrozumieć dlaczego dziś jest najbardziej zaniedbanym placem miasta, powinniśmy cofnąć się w czasie do połowy XIX wieku.

Jest 4 września 1862. Po zakończeniu uroczystego nabożeństwa w pierwszej katowickiej synagodze, wierni wychodzą na ulicę. Przejeżdża drewniany powóz konny. Wierni mrużą oczy, bo wiatr zacina piaskiem i pyłem – ulica nie została jeszcze utwardzona. Mimo to czują szczęście. Żydzi nie mają pełni praw obywatelskich, płacą w mieście najwyższe podatki, a jednak udało im się wznieść bożnicę i wreszcie mają się gdzie modlić.

Jest wśród nich ktoś kto miał więcej powodów do szczęścia. Ignatz Grunfeld, gdy 7 lat wcześniej przyjechał do wsi Kattowitz, umiał jedynie murować. Teraz patrzył na swoje dzieło – pierwszą synagogę, piękny neoromański gmach, z którego wychodziły właśnie tłumy wiernych.

Miasto przemian
Przemysł kwitnie. Miasto rozwija się szybko. W 1865 roku Katowice zyskują prawa miejskie. W 1880 roku gmina żydowska podejmuje decyzję o rozbudowie synagogi – obecna jest już za mała dla stale powiększającej się liczby wiernych.

20 kwietnia 1883 roku. Wierni po uroczystości otwarcia przebudowanej bożnicy wychodzą już na utwardzony chodnik, ulicę pokrywa nowa granitowa kostka, którą przecinają lśniące szyny tramwajowe. Rozbudowaną synagogę zdobi charakterystyczna kopuła zwieńczona gwiazdą Dawida. Lśni w słońcu. W sercach wiernych znów tli się szczęście. Od dobrych kilku lat są pełnoprawnymi Niemcami, mają te same prawa co katolicy i protestanci, którzy przeważają nad 10-procentową populacją Żydów.

Lata osiemdziesiąte w carskiej Rosji to okres prześladowań Żydów, którzy znajdowali schronienie w zachodniej Europie. Miasto Kattowitz leży blisko granicy niemiecko-rosyjskiej, jest więc idealnym miejscem do spotkania przedstawicieli środowisk syjonistycznych z całej Europy i rozmowy o przyszłości Narodu Żydowskiego. Miało to miejsce w listopadzie 1884 roku, a dziś nosi nazwę Konferencji Katowickiej. Podjęto wtedy decyzję o wsparciu finansowym dla osadników w Palestynie. Dziś mówi się, że państwo Izrael powstało w Katowicach.

Ignatz Grunfeld w 1866 roku zostaje radnym i pozostaje nim aż do śmierci w 1894. Niedługo potem gmina żydowska podejmuje decyzję o budowie Nowej Synagogi przy August Schneider Strasse. Tym razem projektem i budową zajmą się synowie Ignatza – Max i Hugo. Wielka Synagoga powstała w 3 lata, przy niej stanął Dom Gminny ze szkołą, przedszkolem i pomieszczeniami administracyjnymi. Zarówno Synagoga jak i Dom Gminny stały pośród ogrodu otoczonego murem. Ceglany gmach bożnicy zbudowany na planie krzyża greckiego, ze wspaniałą kopułą i witrażami górował nad miastem. Gwiazdę Dawida na szczycie kopuły widać było z kilku kilometrów, choć najpopularniejsze widokówki ukazują budynek z perspektywy rynku – z łaźnią na pierwszym planie, synagogą na drugim i szkołą w tle. Cała reprezentacyjna August Schneider Strasse (ul. Mickiewicza) zabudowana była wtedy wolnostojącymi gmachami z czerwonej cegły z ciegielni Grunfeldów.

Po powstaniu Synagogi i Szkoły przestrzeń pomiędzy nimi zyskała nazwę Tiele-Winckler Platz – nazwisko rodu właścicieli dóbr katowickich. Do placu dochodziła również Teich Strasse (Stawowa), która wtedy prowadziła do stawu hutniczego. Za stawem majaczyły kominy i zabudowania huty Martha. Wzdłuż Rawy powstała nowa ulica – początkowo nazywana Targową. Łączyła ona Rynek z placem Tiele-Wincklerów a przy niej ulokowało się miejskie targowisko, później rozbudowane o żelbetową halę targową – tzw. „halę mięsną”.

Pierwsza wojna światowa. Powstania. Plebiscyt. Katowice nie należą już do pruskiej prowincji. Stały się stolicą nowego województwa – a to zobowiązuje. To przyciąga robotników, przesiedleńców, urzędników. Miasto kwitnie jak nigdy wcześniej. Do Katowic zjeżdżają również polscy żydzi. Nowi wierni, nowe grupy wyznaniowe. Nowe problemy i konflikty.

W radzie miasta zasiada Hugo Grunfeld, syn Ignatza. Zresztą należał do rady również przed wojną. Teraz jest przewodniczącym Niemieckiej Partii Demokratycznej, jednak w 1930 roku musi zrezygnować z funkcji, gdyż nie włada oficjalnym językiem polskim. Kilka lat później antysemityzm zalewa Europę. Fala nienawiści dociera również do Katowic.

Grudzień 1935. Huk. Dźwięk tłuczonego szkła. Krzyk ludzi. Nad ulicą Mickiewicza unosi się dym i pył. Czuć zapach materiałów wybuchowych.

Niedługo potem Żydzi w czasie oficjalnej wizyty u wojewody Grażyńskiego otrzymują zapewnienie, że „nie dopuści on do dalszych wybryków i nie cofnie się przed najsurowszymi represjami wobec burzycieli spokoju”.

W lutym 1936 roku w Gazecie Gminy Izraelickiej ukazuje się artykuł: „Jak wiadomo, członkowie Stronnictwa Narodowego dokonali w grudniu z.r. zamachu bombowego na naszą synagogę. W tych dniach odbyła się przed Sądem w Katowicach rozprawa przeciw 21 oskarżonym. Oskarżeni przyznali się do winy, bronili się jednak tem, że czyn swój popełnili ze względów ideowych, jako „patrioci polscy” na znak protestu przeciw Żydom, którzy – wedle ich zdania – są wrogami Polski. Po przeprowadzonej rozprawie Sąd zasądził oskarżonych na karę więzienia od półtora do trzech lat.” Artykuły w tej gazecie drukuje się często w trzech wersjach językowych: po polsku, po hebrajsku i po niemiecku.

Nowe miasto
Miasto pięknieje dalej. Katowice to już „polskie Chicago”. Mówi się, że w nowoczesnym mieście „nie godzi się, by kobiety robiąc zakupy brodziły po kostki w błocie”. Obok Szkoły, po drugiej stronie ulicy Skargi, wybitny konstruktor Stefan Bryła projektuje pierwszą w Polsce halę o parabolicznej konstrukcji. To najnowocześniejszy tego typu obiekt w kraju. Bryła ma już na koncie dwa drapacze chmur i długą praktykę w Stanach Zjednoczonych przy budowie Woolworth Building – zna się więc na rzeczy. Teraz kobiety mogą robić zakupy w sposób nie uwłaczający ich godności. Hala targowa po wojnie zyska nazwę „Supersam”

W tym samym czasie Żydzi decydują się na budowę Nowej Synagogi. Ma ona powstać przez rozbudowę Domu Gminnego stojącego pomiędzy Wielką Synagogą a łaźnią miejską. Szybko udaje się zebrać fundusze na budowę – głównie ze składek wiernych. Nowy budynek projektuje firma Karola Korna, która, jak się mówi, zbudowała całe Bielsko. Modernistyczny gmach jest dobudowany od strony ulicy Skargi, posiada pasmowe okna i półokrągły ryzalit klatki schodowej. Znajdują się w nim dwie sale: jedna, służąca do nabożeństw, miała mieścić 600 osób. Druga, tej samej wielkości służyć miała innym wydarzeniom. W budynku powstały również sale do nauki, łaźnia - Mykwa, biura, pomieszczenia do rytualnego uboju drobiu.

Teraz Żydzi z całego miasta, niezależnie od wyznania, mają swoje miejsce modlitwy. Do tej pory mniejsze grupy wyznaniowe spotykały się w zaaranżowanych na ten cel mieszkaniach rozsianych po całym śródmieściu. Miasto zgadza się na postawienie gmachu większego niż pozwalają przepisy – jeśli całe środowisko żydowskie uda się skupić w jednym miejscu, łatwiej będzie utrzymać bezpieczeństwo i porządek.

Gdy wychodzili z Synagogi widzieli nowoczesną halę targową, piękną ceglaną szkołę, zielony skwer. Ulica z kostki brukowej była wyłożona korkiem – stukot końskich kopyt przeszkadzał w nabożeństwach.

Pożar
Trwa to jednak tylko 2 lata. We wrześniu Niemcy dokonują tego czego nie udało się dokonać Polakom. Wielka Synagoga spłonęła a w Nowej Synagodze Niemcy budują schron przeciwgazowy i urządzają w niej posterunek.

W tym budynku po wojnie będzie działać Trybuna Robotnicza. W sali nabożeństw prawdopodobnie odbywały się wielkie bale i zebrania. W latach sześćdziesiątych gmach został przebudowany i rozbudowany pod działalność przychodni specjalistycznej, która działa tam do dzisiaj. Zresztą, po kampanii antysemickiej i tak w Katowicach nie ma nikogo, kto by się o ten budynek upomniał.

W miejscu Wielkiej Synagogi powstał skwer. Obecnie „teren zieleni miejskiej”, na którym działa targowisko z namiotami w biało-niebieskie pasy, przywodzące na myśl pasiaki z Oświęcimia. Być może pod ziemią znajdują się jeszcze fundamenty Synagogi.

W miejscu żelbetowej hali mięsnej powstał hotel Silesia. Nieczynny od 2006 roku. Coraz częściej mówi się o jego wyburzeniu. Paraboliczne stalowe łuki Supersamu również zostaną niebawem rozebrane. 4 z nich staną się ekspozycją w nowej galerii handlowej, która powstanie w tym miejscu.

Tiele-Winckler Platz to dziś mijanka autobusowa. Mówi się o wyburzeniu ogrodzenia wokół szkoły, miasto przygotowało nawet wizualizacje całego placu. Architekt Tomasz Konior, autor zarówno projektu przebudowy centrum, jak i Centrum Handlowego „Supersam”, które wyrośnie przy placu, twierdzi, że wyburzenie ogrodzenia poprawiłoby jakość przestrzeni publicznej wokół.

Post scriptum?
Możliwe, że ma rację. Z pewnością natomiast wyburzenie ogrodzenia ułatwiłoby dojście do galerii. Co planuje miasto w tym miejscu? Według pisma z zeszłego roku – nic. Póki co teren nie należy do strefy Rondo-Rynek więc nie jest on obiektem zainteresowania urzędu.

Plac Synagogi razem z wysiedleniem Żydów stracił gospodarza. Miasto traktuje to miejsce jak tymczasowy namiestnik. Ciągle czeka aż zjawi się ktoś kto zrobi tam porządek. Pokazuje mieszkańcom wizualizacje oderwane od rzeczywistości. Zaciera ślady po historii tego miejsca.

Jeśli przyjąć, że w Katowicach spełniło się marzenie włoskich futurystów – każde pokolenie ma swoją architekturę – to wokół placu Synagogi: Niemcy mieli piękne ceglane neogotyckie gmachy łaźni, szkoły i synagogi. Polskie dwudziestolecie międzywojenne miało halę targową, bank i modernistyczną synagogę. PRL miała dom meblowy Ślązak, szkołę i hotel Silesia.

A my mamy: blaszany dworzec PKS, brudne wiaty przystankowe, kilkunastopiętrowy pustostan, śmierdzące budki z kebabami i namioty z plastikową tandetą. Co więcej, ciągle zastanawiamy się – co by tu jeszcze wyburzyć?

Włoscy futuryści umarli młodo.

Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś za kilkadziesiąt lat opisując historię architektury Katowic pominie ten etap milczeniem.