Prawo: Nie dla nowego prawa budowlanego

Monitor prawny Napraw Sobie Miasto
Stanowisko Zarządu Fundacji Napraw Sobie Miasto (fundacja w organizacji) dot. „Założeń do projektu ustawy – Prawo budowlane, o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw”

Szanowni Państwo.

Na wstępie pragniemy podkreślić, że jako organizacja społeczna, a wcześniej inicjatywa mieszkańców Katowic oraz osób zainteresowanych jakością przestrzeni tego miasta, popieramy postulaty zawarte w „Liście otwartym organizacji i inicjatyw społecznych Kongresu Ruchów Miejskich” z dnia 29 czerwca 2012 r.  W szczególności wyrażamy chęć i gotowość włączenia się w prace nad zmianami legislacyjnymi w zakresie planowania przestrzennego oraz budownictwa.

Uznajemy ponadto, że dla proponowanej nowelizacji aktów prawnych regulujących problem zagospodarowania przestrzeni kluczowe powinno być pojęcie interesu publicznego oraz kwestia zasad i narzędzi jego ochrony. Nasz głos opiera się na założeniu, że ów interes nie jest z góry określony i raz na zawsze zadekretowany, lecz jego treść ustalana jest przez wszystkich uczestników szerokiej debaty nad kierunkami rozwoju miast, w których mieszkamy, prowadzimy działalność gospodarczą, spędzamy wolny czas. Ważna rola w tym procesie przypada ekspertom „sektorowym”, w tym architektom i urbanistom, organom władzy samorządowej oraz różnym instytucjom, a także inwestorom, jednak głos samych mieszkańców, czyli ekspertów od użytkowania przestrzeni miejskiej, nie powinien być ignorowany.



W związku z powyższym obecnie stosowanych mechanizmów partycypacyjnych nie należy usuwać lub upraszczać (np. poprzez eliminowanie osób trzecich z postępowania administracyjnego), lecz mądrze rozbudowywać. Takie działanie pozwoli interes publiczny lepiej artykułować i chronić bardziej efektywnie.

Za pozytywne należy uznać dążenie do maksymalnego uproszczenia procesu planowania i skrócenia postępowania administracyjnego poprzedzającego rozpoczęcie działań inwestycyjnych, jeżeli jednocześnie nie powoduje to szkody w przestrzeni i nie służy ograniczeniu dostępu do informacji o środowisku zamieszkania. Z tego względu decyzję o zróżnicowaniu instrumentów planistycznych na te, których używa się do uregulowania lub ochrony obszarów już w dużym stopniu zabudowanych oraz te, które wyznaczają ramy rozwoju obszarów wolnych od zabudowy, oceniamy jako trafną. Mamy jednocześnie nadzieję, że wyrażone deklaracje utrzymania mechanizmów partycypacyjnych w odniesieniu do procedury sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a także wdrożenia nowych w procesie opracowywania miejscowych planów zabudowy, zostaną utrzymane.

Z głębokim żalem pragniemy jednak zauważyć, że w ogóle nie poddano analizie efektywności ww. mechanizmów, skupiając się jedynie na przyspieszeniu postępowania. Możliwość składania wniosków w początkowej fazie procesu planowania, a właściwie przed jego rozpoczęciem, gdy nie posiadamy pełnej wiedzy o uwarunkowaniach projektowania, otwiera często chaotyczny „koncert życzeń”, natomiast powiązanie prawa do składania uwag z etapem wyłożenia do publicznego wglądu sporządzonego z wielką pieczołowitością projektu dokumentu stawia nas przeważnie w trudnej sytuacji: czujemy się zaskoczeni. W takich warunkach nie należy się dziwić, że planowanie przestrzenne wywołuje konflikty, a przez to sama procedura wydłuża się. Rozwiązaniem tego problemu nie jest jednakże demontowanie narzędzi planistycznych, z których korzystamy, lecz przebudowanie procesu planowania w kierunku zapewnienia szerokiego udziału społeczeństwa na każdym jego etapie.

Na tym tle dziwi, po pierwsze, propozycja ograniczania możliwości konsultowania projektu zmiany uchwały w sprawie wskazania granic obszarów urbanistycznych zabudowanych i rozwoju zabudowy jednie do osób, na których ta zmiana będzie bezpośrednio oddziaływała. Po drugie zastanawiające jest wprowadzenie nowego instrumentu: „inwestycji koniecznej”, a właściwie wzmocnienie roli znanej już inwestycji celu publicznego o znaczeniu ponadlokalnym. To niestety utrwalanie zadomowionych w prawie polskim mechanizmów „specustaw”. Takie regulacje stawiają ponadto pod znakiem zapytania koordynacyjne walory polityki przestrzennej, którą gminy będą zapisywały w różnych dokumentach.

Największe zastrzeżenie budzi jednak wzrost liczby inwestycji, których realizacja nie będzie wymagała uprzedniego uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę lecz zgłoszenia. Czy w takiej sytuacji głos sąsiadów, którzy byliby w obecnym stanie prawnym stronami postępowania administracyjnego, będzie brany pod uwagę? A głos organizacji pozarządowych, w których interesie prawnym leży ochrona wartości otaczającej nas przestrzeni? Nie, spotykał będzie się właściwie tylko inwestor i urzędnik. Czy to jest właściwa droga?

W ww. kontekście niejasne są również skutki zobowiązania projektanta do wyznaczanie obszaru oddziaływania projektowanego obiektu. Czy jego decyzję będą mogli kwestionować mieszkańcy w celu ochrony swoich interesów? A organizacje pozarządowe? Ten z pozoru techniczny problem może rodzić poważne problemy. Gra będzie toczyła się o to, żeby dowieść, że oddziaływanie nie wykracza poza granice działki budowlanej. Wygraną będzie możliwość odstąpienia od konieczności uzyskania pozwolenia na budowę, a przez to wykluczenie kontroli społecznej nad planowaną inwestycją.

Uznajemy, że w przedstawionych sytuacjach priorytetem powinna być ochrona interesu publicznego która nie stoi w sprzeczności z usprawnieniem procedur administracyjnych.

Z wyrazami szacunku,

Zarząd Fundacji Napraw Sobie Miasto
Aleksander Krajewski - prezes, Paweł Jaworski, Anna Karłowska, Anna Syska, Paweł Wyszomirski