Gość: Katowice – miasto nad rzeką

Z książki "Pozdrowienia z Katowic"
Artykuł Aleksandra Krajewskiego - prezesa Fundacji Napraw Sobie Miasto. Śródtytuły od redakcji.

Katowice powstały na skrzyżowaniu dwóch dróg handlowych. Jedną z nich była dzisiejsza Aleja Korfantego, wcześniej Armii Czerwonej, a jeszcze wcześniej – Zamkowa. Nazwa nie była przypadkowa, bo zamek rzeczywiście tam był. Dzisiaj sąsiadowałby z hotelem Katowice i budynkiem pizzerii. Druga natomiast, prowadząca z zachodu na wschód, była dzisiejsza ulica Warszawska (Friedrichs Strasse), która na Rynku (Friedrichs Platz) przechodziła w ulicę 3 Maja (Grundmann Strasse), po częściowym osuszeniu stawu hutniczego miała drugą odnogę w ulicy Mickiewicza (Ufer Strasse, a później August Schneider Strasse).

Rozwój
Zarówno Warszawska jak i Mickiewicza biegły wzdłuż rzeki Rawy, a były to najważniejsze bulwary miasta. Powstały przy nich pierwsze katowickie kościoły (najpierw ewangelicki, później katolicki, na końcu synagoga – wszystkie około 1860 roku, a jeszcze później także kościół Mariacki). Stanęły przy nich banki, teatr, ratusz, reprezentacyjne wille, szkoły, łaźnia miejska. Przechodziły przez dwa najważniejsze place miasta – Friedrichs Platz (Rynek) i Wilhelm Platz (pl. Wolności).

Wzdłuż ul. Skargi ciągnęło się targowisko, później hala targowa (mięsna) i druga hala targowa (dzisiejszy Supersam). Był to najbardziej tętniący życiem fragment miasta. Najbardziej reprezentacyjny i zadbany. To, że leżał wzdłuż rzeki nie było przypadkowe – dostęp do wody powodował, że działki były atrakcyjniejsze a ich ceny – wyższe. Tak było do drugiej wojny światowej. Później coś się w mieście zepsuło.

Zmierzch
Niemcy Katowic nie zburzyli, w końcu przyszli tutaj jak do siebie. Ich grzech był poważniejszy, bo konsekwentnie usuwali z miasta jego mieszkańców – głównie Żydów i Polaków. Budynki można odbudować. Odtworzenie społeczeństwa jest dużo trudniejsze. A społeczeństwo nie utożsamiające się ze swoim miastem niszczy je samo.

I tak, po wojnie „Polskie” Katowice zaczęły wyburzać. Osuszono staw hutniczy, zburzono zamek, zburzono halę targową, wyburzono hutę, wyburzono dwa kwartały zabudowy przy Rynku, wyburzono kwartał pod nowy dworzec. Dla porównania – Niemcy w czasie wojny zburzyli „tylko” synagogę.

Nowy "rozwój"
W zamian Katowice zyskały wiele nowych budynków – ze Spodkiem, Gwiazdami, Dworcem, Superjednostką i niemal całą zabudową Alei Korfantego. Powstało Nowe Miasto. A do niego przyjechało Nowe Społeczeństwo. Miasto przyjmowało nowych ludzi z otwartymi rękami. Ludność ze 107 tysięcy w 1945 roku osiągnęła liczbę 200 tysięcy 10 lat później i prawie 370 tysięcy w 1987. Od tego czasu społeczeństwo się kurczy. Obecnie liczy około 300 tysięcy mieszkańców.

Paradoksem jest, że pomimo 25 lat kurczenia się miasta ciągle mówimy o jego „rozwoju”. Miasto mówi: musimy się rozwijać! Musimy budować nowe drogi! Musimy budować nowe osiedla! Budujemy Nowe Centrum! Budujemy Dzielnicę Kultury! Miasto Kultury! Miasto Młodzieży! Miasto Wielkich Wydarzeń i Wielkich Inwestycji!

W ciągu ostatnich 10 lat w mieście powstało kilka tysięcy nowych mieszkań. Powstają kolejne – Bażantowo, Dębowe Tarasy, Osiedle Książęce, rozrasta się Tysiąclecie, niedługo rozpoczną się wielkie inwestycje w rejonie Trzech Stawów.

Coś tu nie gra, prawda? Mieszkańców ubywa, mieszkań przybywa, w dodatku Prezydent niedawno ogłosił, że czas wielkich inwestycji mamy za sobą. Czy zatem rzeczywiście można w Katowicach mówić o rozwoju?

Wizja czy wizualizacja
Parę dni temu ukazał się artykuł o kilkunastu nieistniejących wieżowcach Katowic. Zauważyłem tam pewną prawidłowość (choć mogę się mylić) : wszystkie te projekty miały powstać w częściach miasta nieobjętych planami miejscowymi. Co więcej, jedyny jak dotąd plan miejscowy w ścisłym centrum – plan dla Alei Korfantego – zakłada całą jej zabudowę powyżej 50 metrów, z 200-metrowym wieżowcem przy Rondzie. Co w tym ciekawego?

To, że akurat żadna z wymienionych 16 wielkich inwestycji nie była tam planowana. Do tego mamy w rejonie Alei Korfantego kilka pustostanów – zaczynając od wieżowca DOKP, przez domy handlowe Junior i Centrum a na hotelu Silesia kończąc. No i wspaniały parking po wyburzonym Pałacu Ślubów, który kosztował miasto 250 tysięcy złotych.

Zaiste – nie ma nic tak zachęcającego inwestorów do budowy drapaczy chmur jak zabite dechami, walące się od niemal dekady pustostany i place po wyburzonych budynkach.

Rzeka - piętrowa?
Mamy w planie miejscowym dla Al. Korfantego jeszcze jeden absurd. Rzeka. A właściwie „odkryte koryto kanalizacji ściekowej”. Rzeka wpływa do centrum od strony zachodniej. Przepływa sobie odkryta na tyłach Supersamu. W tzw. Planie Koniora (plan koordynacyjny sprzed sześciu lat) miejsce to nazwane jest „Parkiem Rawy” - wizja zakładała, że pracujący w pobliżu biznesmeni, będą mogli na kocyku w parku spożywać lunch, rzeczka będzie wesoło pluskać, podczas gdy dzieci z pobliskiej szkoły będą puszczać na jej spokojnych wodach statki z papieru. Następnie Rawa wpływa pod ziemię.

A dokładnie pod budki z kebabami i parkingi samochodowe, bo przestrzeń ta nie oferuje nic więcej.  Dalej rzeka płynie pod Placem Obrońców Katowic. Tutaj jej obecność została uczczona w sposób ironiczny. Wzdłuż jej biegu ustawione zostały barierki. Symbolizują one rzekę jako problem – barierę, którą trzeba pokonać. Barierki są w kolorze niebieskim. Błękit symbolizuje wodę. W tym miejscu 100 lat temu znajdował park miejski i staw.

Później koryto Rawy ciągnie się pod tzw. Rynkiem. Ten odcinek rzeki Koordynator Prezydenta opisał mniej więcej tak: „Rzeka Rawa, a właściwie ściek, bo inaczej nie można tego nazwać, zasilana jest głównie przez ścieki z fabryk i hut. Długotrwała degradacja i wydobycie węgla spowodowały, że jej źródła wyschły. Istnieje tylko i wyłącznie dlatego, że wpływają tam ścieki i co jakiś czas pada deszcz. Dlatego rzeka na odcinku Rynku musi płynąć w korycie podziemnym.

Ale, żeby nie stracić rzeki zupełnie, jej ślad zostanie odtworzony powyżej w formie podłużnej fontanny. Sztuczna rzeka będzie więc łączyć się z instalacją artystyczną z niebieskich barierek. Katowice będą prawdopodobnie jedynym miastem, w którym dwie rzeki będą płynąć jedna nad drugą. Przynajmniej tak zakłada plan miejscowy uchwalony w marcu tego roku.

Następnie Rawa wpływa przy Muzeum Śląskim pomiędzy zabudowę ulic Teatralnej i Moniuszki. To miejsce w Planie Koniora nosi nazwę „Katowickiej Wenecji”. Dalej mamy już tylko „Bulwary Rawy” czyli zbudowane z publicznych pieniędzy 4-metrowej wysokości betonowe koryto, z fikuśnymi barierkami wzdłuż. Warto byłoby zaprosić przyszłych inwestorów i komisję konkursową Stolicy Młodzieży na wycieczkę wzdłuż naszej rzeki. Założę się, że to co Katowice sobie wyrządziły w ciągu ostatnich 50 lat zrobiłyby na nich powalające wrażenie. Może wzięlibyśmy ich na litość?

Podsumowanie
Miasto to nie tylko budynki. To również natura i ludzie. Niemal wszystkie wielkie miasta powstały nad rzekami – od starożytnych miast Mezopotamii i Egiptu po Paryż, Londyn, Kraków, Pragę, Wiedeń czy Wrocław. Żadne z tych miast nie schowało swojej rzeki do betonowego podziemnego koryta. Może dlatego przyciągają one turystów i inwestorów?

Dopóki „bulwary Rawy”, „katowicka Wenecja” i „Park Rawy” będą w świadomości katowiczan tylko ściekiem, tak długo Miasto Ogrodów będzie Miastem Krzoków, Miasto Marzeń – Miastem Niespełnionych Obietnic a Miasto Wielkich Wydarzeń – Miastem Wielkich Wyburzeń.