Katowice: Miasto Ogrodów, a sam ino krzoki

Jeszcze będzie wspaniale?
Tekst autorstwa Aleksandra Krajewskiego - prezesa Fundacji Napraw Sobie Miasto. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Przyjęło się powszechnie, że nowoczesna architektura jest lekiem na wszystkie problemy miasta. Nastała dziwna moda pretendowania do miana „drugiego Bilbao”. Prezydenci miast oszukują się, że inwestycja w jeden wspaniały budynek odmieni oblicza ich miast. Co więcej, ową utopijną wizję sprzedają mieszkańcom, którzy, mamieni wizualizacjami wieżowców i pięknych osiedli, zaczynają mieć poczucie, że „miasto się rozwija”.

Lista za miliardy
Katowice są pod tym względem liderem na Śląsku. W dużej mierze dlatego, że są one miastem wojewódzkim - z zasady mogą liczyć na większe pieniądze i dotacje. Budujemy więc: nową siedzibę NOSPR, nową siedzibę Muzeum Śląskiego, MCK, dworzec i kolejne centra handlowe. Przebudowujemy Spodek, Dom Prasy, Rynek i Aleję Korfantego. Ludzie mają poczucie, że w Katowicach wreszcie coś się ruszyło. Że jeszcze rok – dwa i będzie pięknie. I pewnie będzie. A jednak ciągle nurtuje mnie pytanie: czy w mieście chodzi o to, żeby było ładnie? A może chodzi o coś innego?

Właśnie dowiedzieliśmy się, że tzw.”rewitalizacja” podwórek przy ul. Mariackiej kosztowała 30 tysięcy złotych a efekt po roku jest taki jak przed jej rewitalizacją. Mam wrażenie, że ktoś tutaj próbuje zmienić definicję tego słowa. „Rewitalizacja” oznacza ożywienie lub przywrócenie do życia. W tym wypadku miasto za nasze pieniądze wynajęło artystów, którzy przypudrowali policzki gnijącego trupa. To nie mogło go przywrócić do życia.

Cel był jasny – zdobyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. W tym celu trzeba było zrobić dobre wrażenie na komisji, a to wrażenie kosztowało nas 30 tysięcy. Skojarzenia z malowaniem trawy na wizytę sekretarza partii są całkiem adekwatne.

Zona
Podobnie jest z tzw. „strefą kultury”. Jednak w tym przypadku mamy do czynienia z „rewitalizacją” nie za trzydzieści tysięcy a za jakiś miliard złotych. Rewitalizacja powinna odbywać się przy współudziale lokalnego społeczeństwa. Powinna rozwiązywać problemy danej dzielnicy – nie tylko te infrastrukturalne (jak doprowadzenie kanalizacji) ale i te społeczne – gdy wszyscy uznają jakąś dzielnicę za „getto” albo „slums”, ludzie, którzy tam mieszkają od urodzenia są naznaczeni. Społeczeństwo się od nich odwraca a oni zamykają się w swoim kręgu. Ciężko do nich dotrzeć, ciężko też przekonać do zmiany. I właśnie rozwiązanie tego problemu jest kluczowe w rewitalizacji.

Żeby wiedzieć z jakimi problemami borykają się mieszkańcy danej dzielnicy wystarczy z nimi porozmawiać. Ale nie od dzisiaj wiadomo, że konsultacje społeczne w Katowicach to fikcja.

20 lat minęło
20 lat temu w centrum Katowic nie było placów zabaw. Dziś jest chyba jeden – na placu Wolności. Wtedy jednak mało kto posiadał samochód więc dzieci, poza godzinami szczytu, mogły bawić się na ulicach. Mogły też pójść na boisko szkolne. Teraz wypuszczenie dziecka bez opieki na ulicę wydaje się być skrajną nieodpowiedzialnością. Standardem jest przywożenie dzieci do szkoły samochodem. 20 lat temu Katowiczanin, który chciałby zamieszkać w centrum miał do wyboru: stuletnią i śmierdzącą uryną kamienicę i Superjednostkę. Dziś różnica jest taka, że zarówno kamienice jak i Superjednostka są 20 lat starsze.

Przykłady obrazujące stagnację tej części miasta można mnożyć. Wszystkie jednak prowadzą w efekcie do tego, że ludzie się stąd wyprowadzają. Dokąd? Tam gdzie mieszkań i domów przybywa – czyli głównie do południowych dzielnic: Ligoty, Piotrowic, Kostuchny i Podlesia.

Tam jednak nie ma zbyt wiele parków, do których można by pójść na spacer, sklepów z markowymi ciuchami, szkół i państwowych przedszkoli, gdzie dzieci mogłyby się uczyć ani biurowców, w których ich rodzice mogliby pracować. Ale za to jest tam bardzo dużo garaży, a w nich – bardzo dużo pięknych samochodów.

Wizja
Mieszkańcy śródmieścia mają więc kilka problemów: brak placów zabaw, cudze samochody, które zastawiają wszystkie chodniki, a na nich – psie kupy. Brak inwestycji w nowe mieszkania czy choćby pomoc przy remoncie tych starych. Brak bezpieczeństwa na ulicy związany z dużym ruchem i brak bezpieczeństwa związany z tym, że dzieci, które cały dzień nudzą się na szpetnym podwórku w końcu wyrastają na nastolatków, których stać na puszkę farby w sprayu, szalik klubu piłkarskiego albo butelkę taniego wina. I już się nie nudzą.

Jaką ofertę przygotowało dla nich miasto? Najnowocześniejszą salę koncertową w kraju, podziemne muzeum, gigantyczne centrum kongresowe, nową siedzibę magistratu i fontannę na rynku.

Miasto Kultury? Nie. Centrum Nowych Form.